Rozdział V >> poniedziałek, 24 marca 2008 14:43:23
Ja się lepiej nie odzywam bo mnie zabijecie xD

Enjoy ;*



Za cholerę nie chciało mu się wstać.
Do tego nadal był w lekkim szoku. Naruto chyba też, bo od rana nie odezwał się ani słowem. Powoli go to wkurzało. Był wściekły, na siebie, na niego, na wszystko. Pozostali członkowie drużyny musieli to zauważyć, bo nie podejmowali jakiejkolwiek próby rozmowy z Uchihą.
Na śniadaniu nie było inaczej. Kakashi zagłębił się w lekturze i tylko, co chwilę rzucał mu ukradkowe spojrzenia. W końcu wstał i odszedł od stołu. Sasuke ciało zdrętwiało, gdy usłyszał szept senseia: „Zamierzasz to tak zostawić?” Stary zboczeniec! Z tym swoim przeklętym, przenikającym wszystko wzrokiem i głosem, pełnym ironii. Nie wytrzymał. Gwałtownie wstał od stołu, tak, że Sakura podskoczyła a inni shinobi zaczęli kręcić głowami. Wychodząc zdołał jeszcze tylko uchwycić spojrzenie młotka.

***

Naruto wszedł do ich pokoju. Sasuke leżał na łóżku, nie zaszczycając go nawet spojrzeniem. Chwilę później Naruto stał już nad nim lekko się pochylając. Ich oczy się spotkały i żaden nie śmiał przerwać, ani tego, ani tej ciszy, która nagle zapadła.
-Sasuke…- Jego szept wydawał się krzykiem. I Sasuke sam nie wiedział, czemu, ale nagle poderwał się do siadu i zaczął robić coś, co w ogóle rzadko robił…Zaczął mówić. Że nie ma zamiaru słuchać wyzwisk pod swoim adresem, że to była chwila, że młotek może to zwalić, na co chce, że wrócą do wioski i wszystko będzie po staremu i że on…
-A nie pomyślałeś przez chwilę, dlaczego się nie wyrywałem?! – Wrzask Naruto całkiem go sparaliżował. Dopiero po chwili dotarł do niego sens wypowiedzianych słów. Oczy zrobiły mu się wielkie jak spodki i przysiągłby, że gdyby stał to musiałby się czegoś porządnie złapać żeby nie spaść.
-Naruto…T-ty…
-Tak Uchiha! Cholera jasna! Czy z członkami potężnych rodów zawsze się tak ciężko gada? – Zanim Sasuke zdążył się odciąć, Naruto już przygniatał go do łóżka, z nosem wetkniętym gdzieś między jego szyję a ramię.
-Czyli że…
-Uchiha…nie psuj chwili.

***

Słońce chyliło się ku zachodowi i do wszystkich, co raz bardziej docierało to, że muszą wracać do wioski.
Sasuke po raz pierwszy od dawna szedł rozluźniony. Co chwilę rzucał blondynowi ukradkowe spojrzenia. Kakashi udawał zagłębianie się w lekturze a tak naprawdę z szerokim uśmiechem pod maską przyglądał się chłopcom i Sakurze, która cała blada na twarzy wyglądała jakby miała za chwilę zemdleć.
-Myślisz, że wie?
-Heh, a ty myślisz, że nie? – Obaj się roześmiali i może to właśnie dobry nastrój, może zachodzące słońce, ale coś sprawiło, że przez głowę Sasuke przeleciało szybko ~A co mi tam~ by po chwili patrzył jak jego własna dłoń ściska tę Naruto, a blondyn szczerzy się do niego tak, ze wydawałoby się to anatomicznie niemożliwe.
I nie obchodziło go już to, że usłyszał histeryczny rechot Kakashiego, i wrzask Sakury, która prawdopodobnie w tejże chwili doznała zawału lub czegoś podobnego. Liczyła się tylko ta chwila i młotek, idący obok niego. Bez przeszłości, bez przyszłości…tylko teraźniejszość.



No to my zostawiamy już chłopaków w spokoju ^^ Lepiej niech zajmą się ratowaniem Sakury ( chociaż jak dla mnie nie muszą xD) Następne opo niedługo bo już mam napisane xD

Powiadaomie jak wrócę z imprezy xD Pozdro;***
komentarze [25]

Rozdział IV >> niedziela, 20 stycznia 2008 21:24:17
Dedykacja dla Arle mojej kochanej;*** Chcieliście shounen-ai to macie xD


Wokół pachniało rumiankiem…i czymś jeszcze, co sprawiało, że czuł się dobrze. Powoli podniósł powieki. Leżał głową w jasnej gęstwinie…trawy? Nie…Zbliżył się do tego…taak, zdecydowanie to tak pachniało. Czuł się…Nie wiedział, jak, ale wiedział, że po raz pierwszy w życiu tak się czuje. Rozluźniły mu się wszystkie mięśnie, nawet te, o których nie wiedział, że były spięte. Zdecydowanie było mu dobrze, jeśli nie wspaniale. Chciał, aby to uczucie trwało wieczność. Pewnie by tak było, gdyby nie okazało się, że ów gęstwina musi żyć własnym życiem, jeżeli przysuwa się do niego z gardłowym pomrukiem, i że coś zaciska się na nim prawie uniemożliwiając oddychanie. Otworzył szerzej oczy…i wtedy do niego dotarło. Że ta „trawa” to włosy i że on dobrze wie, do kogo te włosy należą. Że młotek ciasno obejmuje go w tali jedną ręką, podczas gdy drugą przyssał się gdzieś w okolicy...eee...pośladków. Przez jego żołądek przelewały się jak szalone zdziwienie i zażenowanie. Zdziwienie, bo co Naruto robi tak blisko niego, skoro zasypiali jakiś metr od siebie, i to w dodatku, co on robi w TAKIEJ pozycji, i zażenowanie, bo zauważył, że on blondasowi nie pozostał dłużny z nogą zarzuconą na udo młotka, rękoma splecionymi luźno gdzieś w jego talii i głową wetkniętą między jego szyję i ramię. A najdziwniejsze było to, że…podobało mu się. Doszedł do wniosku, że nie tylko jego twarz toleruje bliskość młotka. Jego ciało także. Zrezygnowany zamknął oczy i usadowił głową spowrotem w pachnących rumiankiem włosach Naruto. Uśmiechnął się lekko, kiedy blondyn zaczął mamrotać pod nosem coś w stylu „mój kochany Ramen”. Leżał tak jeszcze chwilę, zmuszając się do wstania. W pewniej chwili wydawało mu się, że ktoś zagląda do namiotu, ale skoro zaraz po tym nie usłyszał przeraźliwego krzyku Sakury, (która by takowy wydała, gdyby zobaczyła ich w takiej pozycji) to zbytnio się tym nie przejął. W końcu po wielu trudach i zmaganiach zmusił się do podniesienia, w duchu przeklinając wszystkich i wszystko za to, że musiał to uczynić. Jakiś czas minął zanim wydostał się z plątaniny kończyn młotka, ubrał i wyszedł z namiotu…pomińmy to, że przed tym po raz dwudziesty sprawdził czy Naruto żyje i czy nie ma gorączki. Nie zapomniał też szczelniej okryć go kocem cały czas zastanawiając się jak to możliwe, że jeden irytujący rozwrzeszczany ninja wskakuje tak nagle w jego życie i sprawia, że spadkobierca sharingana zachowuje się jak zawodowa niańka. Dodajmy, że strasznie nadopiekuńcza…aż za bardzo.
***
- I jak się spało? – W głosie Kakashiego kryła się ironia, zdecydowanie. Więc nie zdawało mu się, że ktoś zaglądał do namiotu. W odpowiedzi prychnął cicho i po raz pierwszy w życiu poczuł radość na widok różowowłosej wynurzającej się z namiotu, bo kto wie, co Kakashiemu przyszłoby do głowy. W końcu bóg jeden wie, co on tam się naczytał w tych swoich lekturach.
***
Do Iwa-Gakure zostało im mniej więcej godzina. Sasuke w prawdzie nie niósł młotka, ale i tak cały czas szedł obok niego w każdej chwili gotowy, żeby go złapać. Blondyn może i miał zdolność szybkiej regeneracji, chociaż nawet on, mimo odpoczynku, po takiej dawce czakry, nadal chwilami chwiał się na boki, próbując złapać równowagę. Po którejś z kolei próbie ratowania blondyna, Sasuke miał ochotę nawrzeszczeć na niego. Powstrzymały go od tego dwie błękitne tęczówki patrzące przepraszająco, co wystarczyło, aby z czarnowłosego ulotniła się cała złość i na ułamek sekundy ugięły się pod nim kolana.
***
-No nareszcie! – Krzyk blondasa rozniósł się po całym pomieszczeniu, które im przydzielili na czas pobytu w wiosce – I z czego się śmiejesz? – Naruto wlepił wzrok w Sasuke, który właśnie zrzucał plecak na podłogę.
-Heh, z ciebie młotku – Czarnowłosy przygotował się na krzyki, które miały za chwile wystrzelić z ust blondyna. Nic z tych rzeczy. Naruto zmrużył tylko oczy i nadal intensywnie wpatrywał się w twarz Sasuke. Po raz pierwszy zdarzyło mu się, żeby czyjeś spojrzenie speszyło go dwa razy w ciągu 24 godzin. To było co najmniej dziwne.
***
Zmrok.
Słońce całkowicie zniknęło za horyzontem, ostatnimi promykami oświetlając dwóch chłopaków. Siedzieli w całkowitej ciszy już ponad dwie godziny. Naruto nieruchomym wzrokiem wpatrywał się w ścianę…a Sasuke w niego. Milczący Naruto to nie był częsty widok. Właściwie nigdy go takiego nie widział. Rozluźnione mięśnie twarzy, i brak najmniejszego cienia uśmiechu. Stwierdził, że to dobrze, że dostali osobny pokój. Mimo wszystko lubił przebywać z młotkiem…bał się do tego przyznać, ale od zawsze. To prawda, był irytujący, wkurzający, czasem doprowadzał go do takiego stanu, że bez wahania obiłby mu tą piękną buźkę tak, że by się w lustrze nie poznał…Zaraz, zaraz…piękną? On to pomyślał? Faktycznie…Gdyby się lepiej przyjrzeć twarz młotka w świetle księżyca i tak…spokojna, mogła być tak nazwana…Przez chwilę zastanawiał się, czy to na pewno jego myśli a nie jakieś pokręcone genjutsu ale dał sobie spokój, bo po co przerywać tą idealną harmonię. Jest dobrze tak jak jest i nikt ani nic nie może tego zepsuć, a przynajmniej nie powinno móc.
-Sasuke? – Ocknął się. Naruto już nie wpatrywał się w ścianę tylko po raz kolejny świdrował wzrokiem jego twarz. Ciekawe jak długo...
-Hmm? – Blondyn odwrócił wzrok i otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale za chwilę zamknął. Tego już za wiele. Naruto, który nie odzywa się przez dłużej niż 5 minut a potem nie wie, co powiedzieć?! To musi być genjutsu…Sasuke w jednej chwili doskoczył do łóżka młotka. I znowu zapadła niezręczna cisza, której nie śmiał przerwać, cierpliwie czekając na to, co Naruto chciał powiedzieć.
-Sasuke powiesz mi…c-co się stało, jak…bo ja nie pamiętam a, a chciałbym wie…
-Mhm – I opowiedział mu. Wszystko, dokładnie ze szczegółami. I patrzył jak Naruto przysuwa się bliżej, jak wychwytuje każde słowo i słucha go z otwartymi ustami. – …a potem to nic nie widziałem. Zasłoniłem oczy. – W ostatniej chwili złapał młotka za podbródek, bo tamten chciał odwrócić wzrok. – Naruto to nie twoja wina rozumiesz? – Tyle, jedno zdanie. Nie był w stanie nic więcej powiedzieć. Wpatrywał się jak zahipnotyzowany w oczy młotka. A potem opuścił wzrok na jego…usta. Takie pełne i lekko rozchylone i…DO CHOLERY O CZYM ON MYŚLI!!! I nagle zdał sobie sprawę, że ich twarze są zdecydowanie za blisko siebie a on…on nie chciał się oddalać…
Może to zmęczenie, może to dziwne światło księżyca, może genjutsu, ale…Zaczął powoli zbliżać się do blondyna. Zatrzymał się dosłownie milimetry przed jego twarzą. Czuł na sobie ciepły, nierówny oddech, aż włoski na karku stanęły mu dęba. I tylko cichy szept Naruto
-Sasuke…co ty robisz? – Przełknięcie śliny…
-Nie wiem…- I ułamek sekundy później blondyn poczuł miękkie i ciepłe wargi Sasuke na swoich. A w jego głowie tylko jedno zdanie ~CAŁUJĘ NARUTO! CAŁUJĘ NARUTO! CAŁUJĘNARUTOCAŁUJĘNARUTOCAŁUJĘNARUTO!!!!!!~ Trwali tak chwilę i czarnowłosy otworzył szeroko oczy, bo Naruto nie odsunął się, nie zaczął wrzeszczeć, nie wzywał pomocy, tylko docisnął wargi. Sasuke przechylił lekko głowę i chwycił twarz Naruto w obie ręce. Trwali tak w czułym pocałunku, w tej nocnej ciszy niezakłóconej niczym…Osunęli się od siebie. Sasuke niechętnie, a Naruto…on był zbyt oszołomiony by cokolwiek sądzić. Sasuke wypuścił twarz młotka z rąk.
-Chodźmy spać
-T-taaak – Naruto cicho westchnął i odprowadzając Sasuke wzrokiem przykrył się kocem. Czarnowłosy zrobił to samo, odwracając się plecami do blondasa. Powoli do niego docierało to, co przed chwilą zrobił. ~O kurnaa~ Tej nocy zasnął z tymi słowami obijającymi się głucho w jego głowie, powidokiem słodkich ust blondyna na swoich…i zapachem rumianku…

komentarze [42]

Rozdział III >> wtorek, 18 grudnia 2007 17:32:19
Jestem! Po długieej...no dobra...Megadługiej przerwie xD Notka taka..eee xD Mnie się podoba :D Więc tak...komunikat do lolli-chan xD Otóż nie mogę wejść na twojego bloga, weź to coś wyłącz xD Hymm...to chyba tyle ^_^

Enjoy ^^

..........................................................

Pył powoli opadał. Sasuke otworzył oczy i w jednej chwili serce podeszło mu do gardła. Całkowicie spalona trawa i drzewa w promieniu tysięcy metrów…na ziemi leżały zmasakrowane ciała shinobi. A pośród tego wszystkiego Naruto zwijający się w dobrze znanym brunetowi odruchu wymiotnym…Uchiha przełknął ślinę przenosząc przerażony wzrok z blondyna na ciała. Naruto ich nie zabił…on ich rozszarpał, i to dosłownie. Porozrzucane kończyny i krew…wszędzie. Gdyby ktoś teraz tu przyszedł na pewno trudno byłoby mu uwierzyć, że te zwłoki leżące na ziemi to ludzie, i że to wszystko zrobił stojący na środku tego piekła siedemnastolatek.
Resztki pomarańczowej czakry powróciły do ciała Naruto, który ostatkiem sił próbował utrzymać się na nogach. Od upadku ochroniły go wciąż drżące, silne ramiona.
-S-sasuke? Co się stało…? – Z jego ust wydobyły się tylko te ledwie słyszalne słowa zanim zamknął oczy i całkowicie pogrążył się w uścisku kolegi.
-Naru...Naruto do cholery! Weź jaj nie rób…Ej ciole! Słyszysz?! Kurna Naruto!
-Sasuke przestań nim potrząsać! On jest nieprzytomny! – Jakby z nikąd pojawił się Sakura z Kakashim. Cali umazani błotem pomieszanym z krwią…
-Sasuuuukeeeee? Co ci się stało?!- Różowowłosa pisnęła na widok wielkiej rany na twarzy Uchihy, ciągnącej się przez pół twarzy i naprawdę cudem omijającej prawe oko. Zaraz jednak zdała sobie sprawę z tego, że nigdzie nie widzi wkurzającego blondyna i po chwili zatkała usta rękoma, bo ten blondyn leżał nieprzytomny w ramionach Sasuke cały we krwi i dziwnie blady.
-O mój Boże…Naruto! – Dziewczyna natychmiast znalazła się przy nim. Minęła dobra chwila zanim wyrwali Naruto z rąk Sasuke niemal siłą, uspokajając go, że wszystko będzie dobrze, że młotek żyje tylko jest wykończony i że Sakura się nim zajmie. Na te słowa Uchiha nie miał wyboru i musiał go puścić. Sakura z pomocą Kakashiego ułożyła Naruto na ziemi i uważnie mu się przyglądnęła. Sasuke z jej rozkazu musiał usiąść kilka metrów dalej. Siedział z zaciśniętymi pięściami i po raz kolejny próbował sobie uświadomić, co przed chwilą się wydarzyło. Jeszcze nigdy nie widział Naruto w takim stanie…bał się do tego przyznać, ale w pewnej chwili pomyślał, że…że młotek zabije także jego…
Rozmyślania przerwała mu dłoń opadająca na jego ramię.
-Nic mu nie będzie. Po prostu trochę…no dobra, bardzo przeciążył organizm nadmiarem czakry. Ale…uh…zresztą sam to najlepiej widziałeś. Byłeś w środku tego zamieszania.- Sasuke nieco się uspokoił słysząc opanowany głos Kakashiego.
-On…on ich po prostu rozszarpał…
-Mhm…nie podobne do Naruto, co?
-Nie podobne?! Uhh…to nie był Naruto…na pewno, nie on…On, jak na mnie spojrzał to myślałem, że ja,…że ja zaraz…
-…zginę…? – Sasuke spuścił głowę i lekko potaknął.
-Nie sądzę…Było, nie było to ty sprowokowałeś demona…
-Ja? Niby czym?
-Słyszałeś co mówił Naruto przed…eee przemianą. Zdenerwował go ten atak wymierzony w ciebie. Zdaje mi się, że…a zresztą. Nieważne. Sami zrozumiecie. – Kakashi uśmiechnął się przez maskę, po czym wstał i skierował się w stronę Sakury.
-A misja?- Na słowa brunet Hatake przystanął i powiedział wesoło:
-A widzisz. I to jest dobra strona. Nie wydaje mi się, ze po tym jak Naruto rozgromił dziesiątki ich shinobi na poziomie jouninów, jeszcze chcieli walki.
-Więc..?
-Taa, kontynuujemy.

***

Sakura stała z Kakashim nad Naruto.
-Nie wiesz za ile się ocknie?
-Szczerze? Nie mam pojęcia. Tak duża dawka czakry to spore przeciążenie dla organizmu. Dziwie się, że w ogóle to przetrzymał…ile było ogonów?
-Nie jestem pewny ostatni, który widziałem to czwarty…
-A potem czakra wybuchła jeszcze raz,…więc musiało był więcej. Mieliśmy szczęście, że pieczęć nie została zerwana. Powinniśmy ruszyć w dalszą drogę. Raczej nie mam ochoty siedzieć w tym…miejscu. Ktoś go będzie musiał nieść.
-Ja to zrobię – Głos Sasuke był jak zwykle chłodny i stalowy,…ale nadal roztrzęsiony…
-Ty? Ale…
-Sakura, wybacz, ale naprawdę nie wydaje mi się, że go uniesiesz a sensei ma zwój. Najbezpieczniejszy jest u niego, więc ja nie widzę innego wyjścia. Poza tym mam dług u młotka…- Ostatnie zdanie powiedział jakby do siebie, po czym zdecydowanie usadowił blondasa na swoich plecach i zaczął iść. Reszta ruszyła za nim.

***

Minęło już pół godziny odkąd wyruszyli. Sasuke plecy odpadały od niesienia blondasa, ale się nie skarżył. W końcu stwierdził, że to jednak przyjemne uczucie, czuć ciepło bijące od czyjegoś ciała i czyjś ciepły oddech na szyi. Stwierdził też ku zdziwieniu, że jego twarz dziwnie toleruje bliskość twarzy młotka jak nikogo innego. Ilekroć buzia jakiejś porąbanej fanki zbliżała się do jego własnej na mniej niż pół metra to aż ciary go po plecach przechodziły, a w niektórych przypadkach miał dosłownie ochotę zwymiotować…A teraz? Tylko przyjemne dreszcze i ciepło rozchodzące się po jego ciele. To sprawiało, że po jakimś czasie przestał zwracać uwagę na obolałe mięśnie.

***

Słońce chyliło się ku zachodowi, kiedy grupa siódma zdecydowała się na postój.
-Powinniśmy wypocząć. Zwłaszcza ty Sasuke, bo jeżeli Naruto się nie obudzi do jutra to czeka cię niesienie go aż do Iwa-Gakure. Jest tak. Mamy dwa namioty. Sakura w jednym a do drugiego wnieście Naruto. Sasuke będziesz z nim w namiocie. Ja będę na straży. Jak już mówiłem, nie wydaje mi się, żeby zaatakowali ale wolę nie ryzykować. No to do roboty…aha i Sakura. Opatrz tę ranę na twarzy Sasuke. Jeden obolały nam już wystarczy. – Szarowłosy skończył, po czym zniknął w chmurze dymu.
Sakura zajęła się brunetem a potem razem rozłożyli namioty. Sakura poszła poszukać czegoś jadalnego a Sasuke rozpalił ognisko. Parę pieczęci i już. Akurat z ogniem nie miał problemów.
Wieczorem zjedli to, co znalazła różowowłosa, i ryby, które ku zdziwieniu przyniósł, Kakashi. Sasuke skończył jako pierwszy i dziękując za posiłek wgramolił się do namiotu. Rzucił okiem na blondyna i niepewnie przyłożył mu dłoń do czoła. Było rozpalone. Odgarnął niesforny kosmyk, przykrył szczelniej blondasa kocem, odwrócił się i zasnął.
W środku nocy zbudził go ostry kaszel. Uniósł się na łokciach i widząc, ze blondyn się obudził, natychmiast się przy nim znalazł..
-Naruto? W porządku? – Blondyn spojrzał na Sasuke i spróbował się podnieść, ale zaraz wylądował z powrotem na futonie z głośnym jękiem.
-Młotku nie wstawaj…leż spokojnie. – Naruto tylko spojrzał na niego, prychnął i odwrócił się chowając się pod koc. –Naruto…Ja no…um, przepraszam. Ja tak wcale nie myślałem, słyszysz? Poniosło mnie…Naruuutoo? No powiedz coś…Ej młotku…
-Wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze? – Spod koca wydobył się stłumiony przez poduszkę glos Naruto – że miałeś rację…-Sasuke zatkało. W tamtej chwili po raz pierwszy nie wiedział, co powiedzieć. Przybliżył się tylko do blondyna i delikatnie ściągnął mu koc z głowy ukazując dwa piękne, błękitne, głębokie jeziora, w których - Sasuke był pewien, że gdyby się bardziej nachylił – utopiłby się.
-Nie mów tak. Dupek ze mnie i tyle. Ja...ja po prostu…Eh…Naruto…Przepraszam. – Sasuke poczuł ulgę, bo nagle twarz blondyna wypogodziła się i pojawił się na niej delikatny uśmiech. A za chwilę patrzył jak ręka młotka zbliża się do jego twarzy i jak sam blondyn przejeżdża delikatnie palcem po założonym fachowo, przez Sakurę opatrunku.
-To ja, prawda? – A potem jak przez mgłę widział swoją dłoń ujmującą dłoń Naruto i kładącą ją na kocu.
-Nic mi nie będzie. – I zapanowała cisza a on czuł się dziwnie pod spojrzeniem Naruto, który błądził nieobecnym wzrokiem po jego twarzy. Cały czas się zastanawiał, dlaczego on wciąż ściska dłoń blondyna. Niechętnie ją puścił, uśmiechnął się lekko. Po czym odwrócił się i przykrył kocem. Leżeli chwilę w ciszy…
-Naruto?
-Hmm?
-Dziękuję…
-Za co?
-Heh, śpij już młotku, bo nie mam zamiaru cię jutro znowu nieść…
-Znowu?
-Śpij…

komentarze [38]

Rozdział II >> sobota, 10 listopada 2007 19:04:35


Sakura pisnęła, bo jak na zawołanie z krzaków i drzew wystrzeliły w ich kierunku dziesiątki shurikenów. W tej chwili zaczęła się walka. Kakashi zwinnie powalał na ziemię przeciwników jeden po drugim, starając się jednocześnie obserwować swoich uczniów. O Sasuke nie musiał się martwić. Chłopak jak przystało na członka klanu Uchiha miotał shurikenami niczym huragan za każdym razem perfekcyjnie trafiając w cel. Naruto radził sobie równie dobrze. Sakura zakładała pułapki, bo w walce wręcz nie była za dobra. Szło jej to szybko, bo ilekroć jakiś shinobi zbliżył się do niej, chociaż o metr lądował na ziemi z kunaiem Kakashiego w plecach.
Walka zdawała się trwać wiecznie a przeciwników przybywało. Grupa siódma zaniepokoiła się, gdy Kakashi zdjął opaskę z lewego oka i wszystkim ukazał się sharingan. Sensei mało kiedy używał sharingana, a gdy do tego doszło to sprawa była naprawdę poważna. Zabawa się skończyła. W głowach zaszumiał im krzyk szarowłosego, a zaraz potem poczuli silną czakrę, która rozchodziła się po trawie niczym fale po wodzie po wrzuceniu od niej kamyka. Znaczyło to jedno - raikiri. Nagle zabłysło i ponad tuzin shinobi leżało nieruchomo na ziemi przed Kakashim. Sasuke uśmiechnął się na ten widok powalając kolejnego przeciwnika. Coś świsnęło mu koło ucha i w następnej chwili widział kunai lecący w stronę Naruto. Poczuł jak włosy stają mu na karku i gdyby nie to, że młotek w jednej chwili zablokował broń rzuciłby się w jego stronę nie zważając na shinobi, z którym właśnie walczył. Nigdy by się do tego nie przyznał, ale podczas walki cały czas obserwował blondasa, aby wkroczyć, gdy ten sobie nie będzie radził. Dobrze wiedział, że tym, co wtedy powiedział, trafił. Aż za dobrze. Wiedział, że go zranił, że nie powinien tego mówić…A jednak. Poniosło go. I on, członek najpotężniejszego niegdyś klanu w wiosce nie umiał przyznać się do winy. Nie umiał…przeprosić.
Kolejny kunai przeleciał obok niego zostawiając niewielką szramę na przedramieniu bruneta. W jego oczach zabłysnął sharingan i ten, który rzucił kunai w mgnieniu oka wylądował na drzewie łamiąc po drodze dwa pozostałe. Obrócił się i przez chwilę zapomniał jak się oddycha, bo Sakura walczyła z czterema shinobi, bo Kakashi zniknął w tłumie przeciwników, bo…bo młotka nigdzie nie było. Miotał kolejnymi kunaiami nerwowo się rozglądając. Miał nadzieję, że za chwilę śmignie mu przed oczyma pomarańczowy dres, że za chwilę usłyszy jak blondyn powala kolejnego shinobi…nic takiego się nie stało. Świat jakby zamarł, on oparł się o pień drzewa i nagle spostrzegł parę metrów od siebie duży shuriken lecący w jego stronę. Odruchowo zasłonił się rękoma…
Cisza…
Otworzył oczy i w jednej chwili poczuł jak serce mu stanęło, bo przed nim stał Naruto, a w jego boku widniał wielki shuriken, po którym spływała krew…
-N-naruto? –Blondyn nie reagował. Stał na szeroko rozstawionych nogach, z opuszczoną głową, i rękoma zaciśniętymi w pięści.
-Ty…Nie myśl, że pozwolę ci ich tknąć…A już na pewno nie Sasuke! – Brunet stał zaraz za młotkiem i patrzył jak z jego ciała zaczyna parować wściekła, pomarańczowa czakra. Jak blondyn jednym sprawnym ruchem wyjmuje shurikena z ciała, a potem w jednej chwili rana zabliźnia się…Jak z jego mięśnie się powiększają, jak paznokcie zamieniają w pazury.
-Naru- i tutaj się zawiesił, bo Naruto spojrzał na niego krwistoczerwonymi oczyma, w których nic nie pozostało po błękitnych źrenicach. Rana na boku całkiem zniknęła pozostawiając po sobie podartą bluzę.
Pomarańczowej czakry przybywało z każdą chwilą. Zaczęła tworzyć powłokę wokół blondyna, a potem przybierać kształt lisa. Sasuke opadł na kolana i przerażonymi oczyma wpatrywał się w ciało Naruto. Jego czakra zaczęła formować się w coś jakby ogon…a potem następny…
-Nie skrzywdzisz Sasuke – Dało się słyszeć tylko cichy warkot, do złudzenia przypominający głos blondyna, a zaraz potem utworzył się następny ogon. Moc czakry była tak ogromna, że uginała mniejsze drzewa o krzewach nie mówiąc. Ziemia wkoło Naruto została wypalona i gdy pojawił się kolejny ogon Sasuke zdołał już tylko uchwycić „Cholera” Kakashiego. Potem wszystko zniknęło w pomarańczowym wybuchu wściekłej czakry wyrywającej drzewa w promieniu tysięcy metrów i zamieniającej w popiół wszystko dookoła.
Słyszał wrzaski, krzyki…i to wściekłe warczenie, które bębniło mu w uszach. Wrzaski nagle milkły…jeden po drugim…Zabijano ich.
Sam krzyczał…a może mu się zdawało, bo w głowie miał pustkę. I wszystko przypominało piekło…jęki, spazmy bólu, wrzaski…Sam się w tym wszystkim zatracał. To było tak potworne uczucie…jeszcze nigdy nie widział tak potwornej czakry…Czuł każdy mięsień swojego ciała, skóra paliła go niemiłosiernie…
W umyśle obijało mu się tylko jedno słowo – Naruto. I chwilę potem czakra wybuchła ponownie…ze zdwojoną siłą i czuł, że chce umrzeć…teraz, w tej sekundzie. Bo już dłużej tego nie zniesie, nie wytrzyma i wtedy zamknął oczy i zatkał uszy, bo wielka kula energii wybuchła z ogromnym hukiem i oślepiającym światłem…a on widział już tylko błękitne, jak letnie niebo źrenice…


Jak chcecie być powiadamiani to proszę o wpisywanie się do księgi :)
komentarze [36]

Rozdział I >> czwartek, 1 listopada 2007 18:49:50
Sorka, że długo nie pisałam ;P To teraz długi rozdzialik ;)

Enjoy xD

Sam nie wiedział, kiedy znalazł się w domu, i dlaczego obudził się w ubraniu z zabłoconymi butami na nogach i zaschniętymi śladami krwi na rękach. Pamiętał tylko Sakurę dobijającą się do jego drzwi i krzyczącą coś żeby otworzył, bo musi z nim pogadać…Nie chciał. Owinął się szczelniej kocem i usłyszał już tylko coś o treningu dzisiaj rano, a potem oddalające się głuche kroki…
Ogarnął się szybko i wyszedł z domu. Jeżeli domem można było nazwać puste ściany, bez życia…zupełnie tak, jakby w środku zatrzymał się czas. Nie lubił tam przebywać…chyba, że było to konieczne,…czyli w nocy. Może to, dlatego tak nienawidził nocy. Czasu, kiedy wszyscy mieszkańcy Konohy pogrążali się we śnie zostawiając za sobą pustki na ulicach. Zresztą jego całe życie było taką nocą. Ciemną i bezkresną, którą czasem rozświetlały gwiazdy – przyjaciele. Myślał, że te gwiazdy już nie zgasną i choć trochę rozjaśnią tę ciemność,…Ale widocznie nic nie trwa wiecznie. Bo ta z najjaśniejszych zgasła wczoraj…
Doszedł.
Znalazł się tam, gdzie zawsze spotykali się na treningach. Na polanie z trzema balami wbitymi w ziemię. Sakura już tam była. Stała i patrzyła na niego kątem oka, jakby nie była pewna czy to odpowiednia chwila by poruszać wszystkim znany temat.
On też tam był. Ukradkowe spojrzenie i szybkie odwrócenie wzroku…to wszystko, czym zaszczycił blondyna. Naruto włożył ręce do kieszeni i po chwili poczuł ulgę, bo jakby znikąd pojawił się Kakashi przerywając niezręczną ciszę.
-Moi drodzy…może was to ucieszy, może nie, ale w końcu dostaliśmy misję. Ranga C, ale uważam, że jesteście na tyle doświadczeni, aby wiedzieć, że rozpiski rzadko się sprawdzają. Mamy dostarczyć zwój, do Iwa-Gakure* (wioska Skał jakby ktoś nie wiedział;). Zaczynamy jutro, zbiórka o 6.00…Jakieś pytania? – Uniósł brwi do góry i objął wzrokiem całą trójkę…zatrzymał się na Naruto. Chłopak zawsze miał dużo pytań, o wiele za dużo. A teraz stał, z rękoma w kieszeniach i beznamiętnym wzrokiem wpatrywał się w czubki swoich butów. – Nie? Tym lepiej. Jesteście wolni, tylko Sakura…zostań chwilę. – Kakashi zaczekał aż Naruto i Sasuke odejdą, każdy w swoją stronę, i gdy upewnił się, że nic nie słyszą zwrócił się do Sakury – Może tym mi wytłumaczysz, co przegapiłem, bo sama przyznasz, że oni nie zachowują się normalnie. Szczególnie Naruto – Różowowłosa westchnęła cicho.

***


-Misja, Heh? – Blondyn długo czekał na misję. A teraz, gdy w końcu ją dostali, miał wrażenie, że nie cieszy się tak bardzo, jak powinien.
Tego wieczoru wstąpił jeszcze tylko na Ramen do Ichiraku a potem zaszył się głęboko w ciemni swojego domu i całkowicie przykrywszy się kołdrą – zasnął.

***


-Choleraaaaa!!! Czemu nie ustawiłem budzikaaaa?! – Krzyk blondasa rozniósł się po całej wiosce. Biegał po pokoju i zwinnie omijając kubki po Ramen zbierał z podłogi ubrania, które potem upychał do plecaka. – Jenyy gdzie ja to położyłeeem?! – Kiedy jego mieszkanie wyglądało już co najmniej jak pobojowisko, odrzucając biały podkoszulek poplamiony jakimś sosem, szybko wyciągnął spod niego kaburę z shurikenami i w pośpiechu wybiegł z domu.

***


-No nareszcie – Machającą serdecznie Sakurę widział już z daleka. O dziwo Kakashi się nie spóźnił i właśnie chował swoją ulubioną lekturę.
-No skoro już wszyscy jesteśmy to możemy ruszać. – Odwrócił się i skierował w stronę bramy głównej w Konoha. Grupa siódma za nim…
Szli wąską drogą, przez las.
-Sensei, czy my nie mieliśmy dostarczyć jakiegoś zwoju?
-Tak, Sakura. Jest w moim plecaku – Blondyn rzucił okiem na ów plecak. Rzeczywiście, był nieco większy niż ich.
-Ale czy to na pewno bezpiecznie trzymać zwój plecaku, bo gdyby…
-Sakura zaufaj mi. To nie pierwsza taka misja. Wiem, co robię.
-Wiem sensei. Tak tylko…a zresztą. Iwa-Gakure jest nie daleko, prawda? Powinniśmy tam iść góra jeden dzień. Ale będziemy robić postoje, prawda? - Stałe gadanie Sakury zdawało się nikomu nie przeszkadzać. Naruto i Sasuke byli za bardzo zajęci swoimi myślami, i nie dochodziło do nich nic, o czym dziewczyna mówiła. Kakashi nie przerywał. Wiedział, że mówiła tylko po to, aby zapełnić niezręczną ciszę. Zawsze na misjach się coś działo. Było głośno…tłoczno. Jak Naruto i Sasuke nie wymyślali co raz to nowych przezwisk, to znaleźli chwilę czasu by urządzić krótki sparing. Właśnie…zawsze oni. A teraz? Po tym wszystkim została tylko Sakura, która już od ponad godziny nawijała o bóg wie czym.
Południe.
Słońce było wysoko na niebie, a oni sześć godzin drogi od Konohy i ponad drugie tyle od wioski Skał. Weszli na zacienioną polanę. Dziwnie cichą…Nie było słychać ptaków, tylko strumyk głęboko w lesie i cichy szum liści. Kakashi stanął…
-Sensei a może pójdziemy poszukać tego strumyka? Przydałoby nam się orzeźwienie a – nie dokończyła. Jounin pojawił się za nią w jednej chwili, skutecznie zatykając jej usta ręką.
-Ciii…- Chłopcy popatrzyli na niego. – Pamiętacie jak mówiłem, że rozpiski rzadko się sprawdzają? – Szeptał tak cicho, że ledwie go słyszeli. Naruto przełknął ślinę, a Sasuke zacisnął dłoń na kunai, i wszystko nagle zamilkło. –Nie panikujcie, ale właśnie weszliśmy prosto w pułapkę…



komentarze [34]

Prolog >> czwartek, 11 października 2007 13:21:15
No to ja zapraszam na prolog opowiadania ;)


Nim się zorientował było już za późno.
W jednej chwili pożałował słów, które w tamtej chwili wystrzeliły z jego ust. Blondyn stanął nieruchomo, jego oczy zrobiły się wielkie jak spodki i dla wszystkich stało się wiadome jak bardzo Sasuke się pomylił.
-N-naruto zaczekaj on nie chciał! – Za późno. Krzyki Sakury na nic się nie zdały. Blondyn gwałtownie zerwał się z miejsca by chwilę potem zniknąć w ciemnej gęstwinie drzew. Biegł tak szybko, że tylko oczy wykwalifikowanych jouninów były w stanie wychwycić jasną, pomarańczową smugę na tle błękitnego nieba.
Stanął.
Nagle. Niespodziewanie. Po jego opalonej twarzy spływały łzy. Już ich nie powstrzymywał…zresztą, po co. Nikogo tam nie było. Tylko cisza, zakłócona jedynie szeptem blondyna…
-Co ty możesz wiedzieć – I w jednej chwili…zaciśnięcie pięści i mocny, zdecydowany cios w drzewo. – Co ty do cholery możesz wiedzieć, co Sasuke? – Tym razem krzyk, a za nim kolejny cios. Chłopak uderzał, co raz mocniej. Nie zwracał uwagi na to, ze bolało…na to, że z każdym kolejnym ciosem na zniszczonej korze przybywało świeżych śladów krwi…-Co ty draniu możesz wiedzieć…

***
Wzrok Kakashiego zawisł nad drużyną siódmą.
-To, co dzisiaj odstawiliście obydwaj to jakiś kabaret. Specjalnie przydzieliłem was do jednej grupy a wy, co robicie? Naruto wpadasz w pułapkę zastawioną przez Sakurę, którą normalnie z łatwością byś ominął a potem rzucasz się na mnie sam jeden. Ale to nic w porównaniu do tego, co zaserwował nam dziś szanowny pan Uchiha. Sasuke ten podział miał was zmusić do pracy w grupie a nie do tego byś nie zważając na Naruto rzucił się sam jeden do ataku w ogóle nie zważając na resztę, gdyby…
-Z całym szacunkiem sensei, ale gdyby młotek się nie mieszał to wszystko poszłoby dob…
-Gdyby to była normalna walka Naruto by zginął – przerwał Kakashi – a ty byś nie mógł nic zrobić. Rozumiesz? Mógłbyś tylko patrzeć jak twój przyjaciel umiera ci na rękach. A to jest najgorsze, co może spotkać shinobi.
-No i o to chodzi! Po co on się ma mieszać w jakąkolwiek walkę skoro i tak prędzej czy później coś zepsuje. Sam sobie świetnie poradzę.
-Sasuke, posłuchaj. Nie będę ci nic tłumaczył,…ale pamiętaj. Docenisz go wtedy, gdy będziesz sam na sam z przeciwnikiem i zrozumiesz, że nie jesteś w stanie go sam pokonać. Gdy znajdziesz się w obliczu śmierci zrozumiesz…- Zanim ktokolwiek zdążył otworzyć usta, by coś powiedzieć Kakashi zniknął w chmurze szarego dymu.
-Ehh…no i po co się wtrącałeś…
-Zamknij się draniu, słyszałeś, co powiedział sensei, gdybyś tylko…
-Nie obchodzi mnie to, co powiedział! Nie trzeba było się wtrącać do walki.
-Tak? A ty może w końcu przestałbyś się gapić w siebie i zobaczył, że inni ludzie to nie tylko przeszkody, które trzeba pokonać albo ignorować, bo przeszkadzają ci w twojej chorej zemście! - Stali już od siebie kilkadziesiąt centymetrów. Patrzyli w oczy…nagle źrenice Sasuke, przybrały krwistoczerwoną barwę. A sam Sasuke warknął przez zaciśnięte zęby…
-Nie mieszaj się do tego…To twoje marzenie o byciu Hokage jest chore…o ile mi wiadomo to nikt w wiosce nie chce, aby Hokage został taki…taki odmieniec jak ty!


***
Odmieniec…to było to słowo, którego najbardziej się bał. Podejrzewałby o jego wypowiedzenie różne osoby, ale nigdy Sasuke. Tego czarnowłosego chłopaka postrzegał raczej jako przyjaciela. Podziwiał go, chciał być taki jak on. Ale nie przyznawał się do tego. Byli…Są przecież rywalami, wrogami. Różnią się tak bardzo, że wszelkie próby kontaktu są prawie niemożliwe. On rozwrzeszczany blondyn z jednym wielkim marzeniem o byciu Hokage i Sasuke…mściciel, z wieczną obsesją na punkcie zemsty. A jednak…od początku było między nimi coś takiego, czego nie potrafił wytłumaczyć…jak jakaś niewidzialna nić, jakiś pakt. Mimo wszystko wiedział, że może na niego liczyć. Ale ta nić została przerwana w chwili, gdy z ust czarnowłosego wystrzeliły te słowa, niczym śmiercionośne pociski bombardując najczulszy punkt blondyna…
Ostatni cios…Bezwładnie osunął się na ziemię i oparł plecami o drzewo. Zamknął oczy, całe czerwone od łez i schował głowę w ramiona, jakby chcąc schronić się przed światem...
-Ty nic nie wiesz...


Hym xD Mam nadzieję że się podobało ;) Następna część pojawi się niedługo jak tylko będziecie chcieli pozdro;*
komentarze [43]

Elo Zią xD >> środa, 10 października 2007 14:42:33
No..to xD Ekhem xD Kurde nie wiem co napisać;D Więc tak mój drugi blog xD Wcześniejszy był o sk (shaman king dla niekumatych ;) ale za namową ludu założyłam tegoż oto bloga co go tu widzicie xD Hym..będzie opko...tematyka SasuNaru chyba ze mi coś odbije co się często ostatnio zdarza to zrobię z tego NaruSasu xD No...ale cóż ;) Nota w najbliższym czasie bo..teges...muszę się uporać z htmlem i obczaić obstrukcję tego bloga xD Hym xD Mam nadzieję że na początek mnie nie obrzucicie eeee...czymś śmierdzącym xD No..ale już spadam i pozdro 4 lolli-chanek, która namówiła mnie do tegoż opowiadania xD Hah;D Pzdr 4 all ;*
komentarze [3]


*Księga*

Wpisz się
Zobacz

*Przeszłość*

2007
październik (2)
listopad (2)
grudzień (1)

2008
styczeń (1)
marzec (1)



*O mnie*



natalaxd

O mnie
Dodaj xD

odwiedzin->


Ulubieni

trytobelollipopsstory-yaoinaruto-by-meszamanking-nowehistorienieodwracalny-skuteklove-story-sasunarumawako

Kluby



Linki



mylog.pl